Deszcz spływał po oknach i stukał w parapety. Cały dzień był pochmurny, ale dopiero kiedy zbierało się na noc, a słońce zaczęło pakować dzień do kuferka i przepięknie znikało za horyzontem niczym za wielką kurtyną kończąc przedstawienie zaczęło padać.
Nikt jednak nie oklaskiwał tego dnia. Zdecydowanie nie oklaskiwała go Nina.
Dzień jak co dzień, ponury, smutny, przepełniony pracą i brakiem czasu na rozrywki. Litry kawy wypite w biurze sprawiały, że trzęsły się jej ręce. Uspokajała się jednak. Co jak co, ale jedno wiedziała na pewno. Kiedy zamknie drzwi mieszkania na cztery spusty i kiedy usłyszy zza ściany dźwięk głośno puszczanej Panoramy w telewizorze może być pewna, że za chwilę, kiedy przygłuchy sąsiad przestanie oglądać nocne wiadomości, nie będzie przeszkadzało jej nic w delektowaniu się swoją samotnością. Musiała w końcu nauczyć się nią zachwycać, bo ciągłe na nią narzekanie nie zmieniało sytuacji. Nina więc co wieczór, po nocnej Panoramie układała się wygodnie pod oknem siadając na wielkiej poduszce, na kolana brała swojego kota, gdzie ten zasypiał spokojnie, do jednej ręki wkładała szklankę wódki, a do drugiej papierosa. Nic nie mogło zakłócić jej poczucia bezpieczeństwa w tej pozycji. Zupełnie nic. Strzały na ulicy? co tam, ważne, że nie u mnie. Łomot do drzwi - w końcu przestaną. Telefon od znajomego- gdzie tam, dawno wyłączony. Nic, zupełnie nic nigdy nie przeszkadzało Ninie w jej codziennych dawkach samotności.
Samotności, która doprowadzała ją każdej nocy do płaczu i mdłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz